<<wstecz
"Dawno, dawno temu..." tak mogłaby zaczynać się ta historia, bo jej korzenie są równie bajkowe, co odległe w czasie...
...W nowym miejscu Młynarz rozpoczął pracę w swoim fachu. Szkoda, że w literaturze nie można znaleźć informacji o jego pracy i życiu tak jak np. o młynach, które w XIX i XX wieku stały na Kazimierskich Górach, a które opisywane są w książce "Kazimierskie prawdy i nieprawdy". Wiódł widać żywot spokojny, osiadły, nie był postacią znaną letnikom i bohemie kazimierskiej, choć z pewnością znali go i zjeżdżali do niego ze zbożem chłopi z Jeziorszczyzny, i całej Cholewianki, kolejne wiatraki stały wszak dopiero w Męćmierzu lub na wspomnianych Górach.
Po jakimś czasie Piotr pojął za żonę Teofilę, doczekali się dzieci, była wśród nich córka - Hanna, która wyszła za mąż za Czesława Iberszera. Była ona ostatnią spadkobierczynią Wiatrakowa.
Nadeszła II wojna światowa. Chata na skraju lasu, w sąsiedztwie wąwozów, w które można było błyskawicznie zsunąć się, niknąc w ciemności między drzewami, stała się ostoją polskich partyzantów. Okoliczni chłopi dziś jeszcze opowiadają, że wąwóz połączony jest podziemnym korytarzem ze studnią na środku podwórza, niedaleko wejścia do chaty.
Po wojnie majątek ponownie skurczył się. Stary Wiatrak został rozebrany. Młynarska profesja poszła w zapomnienie a właściciele zajmowali się uprawą niedużego skrawka ziemi oraz hodowlą kilku bydlątek na własne potrzeby. Paweł syn Piotra mieszkał samotnie przez długie lata na Wiatrakowie. Był bardzo zdolny, ściągali do niego ludzie z całej okolicy z popsutymi zegarkami, rowerami czy też sprzętem gospodarskim. Ostatnią spadkobierczynią Wiatrakowa została Hanna, z domu Czubińska. Była ona żoną Czesława Iberszera, syna kowala z Kazimierza. Wraz z mężem posadziła sad orzechowy na polanie po drugiej stronie strumyczka przecinającego podwórko.
Pani Hania pod koniec życia straciła władzę w nogach, osobowość miała jednak silną, i choroba jej nie złamała. Nieprawdopodobne może się wydawać, gdy patrzymy dziś na podwórko porośnięte trawą, wpadające stromo w wąwóz, że poruszała się po nim i po całym obejściu na wózku inwalidzkim. Siedząc na nim, trzymała cały czas wszystkie sprawy pod kontrolą a domowników w ryzach, to ona była prawdziwą głową rodziny.
Po jej odejściu jeszcze przez pewien czas obejściem opiekował się Czesław z synem Tomaszem. Ale sił i czasu na zajmowanie się uroczyskiem mieli coraz mniej.
Był rok 1999. Kiedyś w jesienne popołudnie na Wiatrakowo zabłąkała się para młodych ludzi. To miejsce zauroczyło ich swoim pięknem. Poznali i zaprzyjaźnili się z Czesławem i Tomaszem a po roku zostali nowymi właścicielami uroczyska. Stare siedlisko zostało odnowione... ale zachowało wyjątkową aurę. Obok odbudowanej "Młynarzówki" po drugiej stronie kamiennej studni powstał "Dom za młyńskim kołem". W dawnej szopie otworzył i prowadzi pracownię Mistrz Tomasz. Stanisławowi i Agnieszce - właścicielom Wiatrakowa urodził się syn Mateusz. Teraz wszyscy razem mieszkają na Wiatrakowie, dbając o zachowanie wyjątkowości tego uroczyska. Od kilku lat pomaga w tym wszystkim Pani Zosia, prawdziwa podkazimierska gospodyni.
Dobre duchy stale dbają aby zbłąkani i zmęczeni wędrowcy znaleźli tu chwile wytchnienia i spokoju. To jest właśnie Wiatrakowo... i niech tak będzie...
CDN...